Marsz przygotowała Trójmiejska Akcja Kobieca, oddolna, samo- organizująca się grupa ok. 30 osób, działających na rzecz praw kobiet. Bez hierarchicznych struktur, siedziby i dotacji publicznych członkinie TAK profesjonalnie zorganizowały pokojową demonstrację. Działały po pracy, w wolnym czasie, dopilnowały, by przygotowania do Manify miały otwarty i partycypacyjny charakter. Założyły bloga, grupę dyskusyjną na googlach i na facebooku, zorganizowały kilkanaście otwartych spotkań przedmanifowych.
Podczas tegorocznego Marszu organizatorki z TAK zamanifestowały potrzebę politycznych (ale ponadpartyjnych) zmian. Wystosowały 11 postulatów do premiera Donalda Tuska, dopominając się wprowadzenia skutecznych instrumentów systemowego przeciwdziałania ekonomicznemu wykluczeniu kobiet i biedzie. Domagały się też żłobków i przedszkoli, dłuższych urlopów ojcowskich, skutecznych narzędzi do egzekwowania alimentów. Ostatnim postulatem było żądanie uchwalenia ustawy o równym traktowaniu oraz powołania kompetentnej pełnomocniczki, odpowiedzialnej za politykę równościową.
Organizatorki z TAK zadbały też o szeroką reprezentację głosu kobiet i nagłośnienie w mediach. Tydzień przed demonstarcją, 28 lutego zorganizowały konferencję prasową. Depesza o Solidarnym Marszu Kobiet w Gdańsku była jednym z głównych niedzielnych ogólnopolskich newsów PAPu.
Konferencja prasowa Solidarnego Marszu Kobiet w Pracowni Kultury Miejskiej we Wrzeszczu z udziałem m.in. Henryki Krzywonos - Strycharskiej, 28.02.2010
Popularnością na YouTube i Facebooku cieszył się animowany film Honoraty Martin, zachęcający do udziału w Marszu, z wypowiedziami znanych osób popierających postulaty ruchu feministycznego. Honorata jest zeszłoroczną absolwentką gdańskiej ASP, specjalizuje się w projektach intermedialnych i - choć jako artystka woli komentować rzeczywistość za pomocą języka sztuki, niż manifestować na ulicy - znakomicie połączyła w filmie zaangażowanie społeczne, postulaty Marszu i myśl krytyczną z artystycznymi środkami wyrazu.
Marsz na Placu Solidarności otwierała m.in. Henryka Krzywonos – Strycharska, sygnatariuszka Porozumień Sierpniowych. W wypowiedzi pod Pomnikiem Poległych Stoczniowców pani Henryka nie zawahała się wypomnieć obecnym politykom niespełnionych socjalnych Postulatów Sierpnia, mówiąc:
Bieda to kobieta. To rzeczywiście my jesteśmy tą biedą, to my trzymamy budżety domowe, to my musimy przeżyć do pierwszego, to my posyłamy dzieci do szkoły, które nie są bezpłatne. To my musimy iść z dzieckiem do lekarza, a przecież zarabiamy grosze, najczęściej mniej niż mężczyźni.
Solidarny Marsz Kobiet zaczynamy przed Bramą Stoczni w Gdańsku. 30 lat po tym, jak tutaj walczyliśmy, żyje nam się dalej ciężko. Przypominam tym, co wtedy strajkowali, a dzisiaj rządzą państwem, trzy postulaty socjalne z Sierpnia, które do tej pory nie zostały spełnione. Wtedy domagaliśmy się powszechnej opieki w żłobkach i przedszkolach. Żądaliśmy 3-letniego płatnego urlopu macierzyńskiego. I postulowaliśmy godne emerytury. Teraz jesteśmy w Unii, ale dla polskich rodzin niewiele się poprawiło. Nadal jesteśmy tutaj, na dole. Dlatego domagamy się zmian.
Prof. Ewa Graczyk, pionierka ruchu feministycznego na Uniwersytecie Gdańskim, przypomniała na Placu Solidarności cele walki kobiet o równe prawa, zauważając m.in.
Zaczynamy tworzyć - tak jak chciał tego Jacek Kuroń – nasze własne komitety, nasz własny ruch, sieć naszych organizacji, po to by walczyć o naszą przestrzeń, w której robienie polityki polegać będzie na walce o żłobki i przedszkola, o dobre szkoły i uniwersytety, o skuteczną służbę zdrowia, o naturę, która nie będzie niszczona bezmyślnie. Bez nas kobiet, bez obywatelskiego państwa, w połowie współtworzonego przez kobiety, nie będzie takiej polityki. Nie będzie takiego państwa. Ten Marsz przybliża nas do rzeczywistości współdecydowania.
Solidarny Marsz Kobiet był niezgodą na ekonomiczną dyskryminację kobiet, coraz powszechniejszy przymus samozatrudnienia, brak systemowych rozwiązań do walki z biedą i wyzyskiem. Marsz był protestem przeciwko państwu, które nie uwzględnia głosu kobiet i ich potrzeb.
Źródło: Trójmiejska Akcja Kobieca, www.tak.blox.pl
Z perspektywy ruchu obywatelskiego we Wrzeszczu doceniam siłę oddolnego zrywu Trójmiejskiej Akcji Kobiecej. To sygnał, że strategia pozapartyjnego budowania więzi społecznych jest słuszną drogą dla naszego wrzeszczańskiego ruchu. Naszych celów nie realizujemy poprzez anachroniczne podziały na lewicę i prawicę, ale poprzez OBYWATELSKOŚĆ, rozumianą jako zaangażowanie i wpływ społecznych grup na procesy decyzyjne i polityczne we własnej gminie, spółdzielni mieszkaniowej, w ruchu feministycznym czy ekologicznym.
Strategię OBYWATELSKOŚĆI coraz lepiej rozumieją organizacje i inicjatywy społeczne. Wokół Marszu Kobiet zorganizowano szereg debat, pokazów filmowych, wystaw krytycznej sztuki współczesnej i zaangażowanych wydarzeń kulturalnych.
We Wrzeszczu Kultura Miejska przygotowała pokaz filmu dokumentalnego Bunt Janion w reżyserii Agnieszki Arnold. Do Nowej Synagogi przy Partyzantów przyszło ponad 250 osób, zainteresowanych namysłem Profesor Marii Janion nad siłą ruchu i elit intelektualnych w Polsce. Po filmie – wraz z reżyserką Agnieszką Arnold, prof. Ewą Graczyk (Uniwersytet Gdański), Katarzyną Czeczot (Instytut Badań Literackich PAN w Warszawie), Moniką Popow (Uniwersytet Gdański) – rozmawiałam o potrzebie społecznie zaangażowanej nauki, miejsca dla kobiet w androcentrycznej hierarchii akademickiej oraz przestrzeni dla ruchów feministycznych, o co w filmie Arnold upomina się Profesor Maria Janion.
Także Stowarzyszenie Współpracy Kobiet NEWW – Polska z Wrzeszcza oraz Trójmiejskie Koło Kampanii Przeciw Homofobii, we współpracy z Kołem Naukowym Gender Studies UG i Trójmiejską Akcją Kobiecą przygotowało "pomanifowy" cykl debat DEMOKRACJA BEZ KOBIET TO PÓŁ DEMOKRACJI. Tematem pierwszej debaty na Wydziale Nauk Społecznych UG będzie „Przeciwdziałanie ekonomicznej dyskryminacji kobiet”.
Namysł krytyczny nad ekonomiczną sytuacją kobiet zaproponowała też Trójmiejska Świetlica Krytyki Politycznej. W ramach Zaangażowanego Klubu Filmowego pokazano dokument Kwietny most w reżyserii Thomasa Ciulei i dyskutowano po filmie, w jaki sposób bieda wpływa na modele funkcjonowania rodzin. Następnego dnia w Świetlicy KP przy Nowych Ogrody 35 odbyła się debata Bieda i wykluczenie społeczne o skutkach – także dla równościowej polityki - 20-letniej hegemonii polityki wolnego rynku w Polsce. Punktem odniesienia była książka Stracone szanse? Bilans transformacji 1989-2009 pod redakcją Jakuba Majmurka i Piotra Szumlewicza.
Siła autonomicznych grup obywatelskich i organizacji jest jeszcze większa w zestawieniu z nikłym zaangażowaniem partii politycznych. Kryzys partii (lewicowych i prawicowych) w kontekście zaangażowania społecznego świetnie widać na przykładzie tegorocznej trójmiejskiej Manify. Nie widziałam przedstawicielek i przedstawicieli PO i PiSu. Pojawiła się posłanka Izabela Jaruga-Nowacka, były też nieliczne reprezentantki Partii Kobiet i Porozumienia KOBIETY DLA POMORZA. Do udziału w Marszu nie dała się namówić Pełnomocniczka Wojewody Pomorskiego ds. równego statusu kobiet i mężczyzn, choć uczestniczyła w naszych przedmarszowych spotkaniach. Zielonych 2004 nie zauważyłam. W pełnym szyku i z czerwonymi sztandarami – łamiąc przedmanifowe uzgodnienia o zakazie prezentacji logo partii politycznych – stawił się natomiast sztab męskich działaczy z Polskiej Partii Socjalistycznej. Towarzysze zawłaszczyli symboliczny przekaz manifestacji feministycznej na rzecz socjalistycznego czerwonego pochodu. Taka postawa petryfikuje negatywny wizerunek partii politycznych w Polsce, które z pełnym wyrachowaniem gotowe są do nadużycia zaufania za cenę promowania swoich emblematów partyjnych i liderów w przedwyborczej kampanii.
Tymczasem organizatorki Marszu - Trójmiejska Akcja Kobieca - skoncentrowały się – podobnie jak to robimy we wrzeszczańskiej walce o naturalne prawa mieszkańców do współkształtowania miasta (podążając za myślą Henri Lefebvre'a) - na stworzeniu oddolnej grupy, zajmującej się codzienną, żmudną pracą nad od/budowywaniem więzi społecznych, tworzeniem nowych sieci i powiązań, poza partyjnymi relacjami.
Włączyłam się do działań TAK, interesuje mnie bowiem polityczny wymiar ruchów feministycznych, namysł nad siłą oddolnych grup, ich potencjał do zmiany społecznej. Zależało nam na włączeniu do Marszu, czyli do poparcia feministycznej demonstracji, grup i osób spoza grona uniwersyteckiego koła Gender Studies, ruchów wolnościowych czy lewicowych aktywistek. Zaprosiłyśmy zatem Henrykę Krzywonos – Strycharską oraz szerokie grono przedstawicielek sfeminizowanych zawodów, związków zawodowych, członkinie organizacji kobiecych.
Wiemy z trzyletniego wrzeszczańskiego doświadczenia, jak trudno jest tworzyć narrację zmiany, przebijać się do świadomości „zwykłych” Polek i Polaków z ideą, że demokratyczny porządek wymaga systematycznej społecznej kontroli i oddolnej pracy w najbliższym otoczeniu. Nie wystarczą zaangażowane teksty na rozmaitych blogach, w których liderzy nowej lewicy czy nowych socjalistów manifestują swoją troskę o biedne rodziny, wyzysk, prawa pracownicze i krzyże w szkołach.
Trudno jest - jak to 6 marca ujęła Henryka Krzywonos-Strycharska pod Bramą Stoczni Gdańskiej – pracować na dole, przekonywać do równościowych idei media i tzw. "zwykłych" ludzi. Nieufność i dystans do zaangażowania w Marsz Kobiet można też było zauważyć wśród przedstawicielek organizacji kobiecych i związków zawodowych.
Pomimo naszych półrocznych starań nauczycielki (przedstawicielki ZNP z Trójmiasta) nie przyszły na Marsz Kobiet, bo nie spodobało im się odwołanie do Postulatów Sierpniowych, jakoby zawłaszczonych przez PiS. Nie przekonałyśmy ich, że upominając się o miejsce i głos kobiet na na Placu Solidarności, przywracamy symboliczną pamięć o ich roli w strajkach sprzed 30-lat i transformacji ustrojowej. My chcemy renegocjować znaczenie zrywu Sierpnia, przywrócić go do dyskursu feministycznego, bo obecnie pamięć o wielkim ruchu robotniczym i intelektualnym Solidarności rozmyła się w ludycznych festynach Europejskiego Centrum Solidarnosci i zmitologizowanych dyskusjach.
Członkinie Sekcji Oświatowej NSZZ Solidarność też nie zamanifestowały wspólnie z nami, Marsz wydał im się zbyt feministyczny i lewicowy. Pełnomocniczce ds. kobiet w Krajowej Sekcji NSZZ Solidarność – pomimo starań - nie udało się przekonać koleżanek i kolegów związkowców do poparcia Solidarnego (sic!) Marszu Kobiet, wspieranego przez legendarną sygnatariuszkę Henrykę Krzywonos. Obawiano się postulatów o zalegalizowanie aborcji. Pielęgniarki, by wyrazić solidarność ze strajkującymi koleżankami, wolały jechać do Warszawy (choć nasza Manifa była dzień wcześniej).
Henryce Krzywonos – Strycharskiej nie przeszkadzały hasła Kampanii Przeciw Homofobii czy wolnościowe żądania anarchofemnistek na Marszu Kobiet. Pani Henryka wyszła z założenia, że czas już głośno, ponad podziałami upominać się o skuteczne mechanizmy przeciwdziałania biedzie, nierównościom społecznym, przemocy wobec kobiet. Ogromnie imponuje mi taka otwartość.
Wiem, że jednorazowa demonstracja nie wystarczy do przełamywania oporów przed społecznym zaangażowaniem, nie zmotywuje do walki o swoje prawa, do pilnowania polityków i urzędników, czy wywiązują się ze swoich deklaracji. To długotrwały proces. Nie dziwię się zatem, że pielęgniarki, nauczycielki czy pracownice hipermarketów nie zdecydowały się na udział w tegorocznym Marszu. Nie szkodzi. Może zachęcą się w przyszłym roku, nabiorą do nas zaufania. Budowanie więzi społecznych i solidarności wymaga cierpliwości, empatii, codziennej żmudnej pracy i determinacji.
Szkoda, że tych podstawowych zasad budowania długofalowej strategii współpracy nie rozumieją nowoczesne, opozycyjne partie polityczne. Choć pomorskie członkinie Partii Kobiet aktywnie włączyły się do malowania transparentów i udziału w Marszu, nie wykazały się własną inicjatywą na rzecz upowszechniania praw kobiet, choćby akcją promującą parytety czy organizacją debaty wokół 8 Marca.
Podobnie lokalni Młodzi Socjaliści nie zaproponowali żadnej debaty, natomiast licznie stawili się na Marsz. Rozwinęli sztandary Polskiej Partii Socjalistycznej, skandowali hasła niezwiązane z dyskryminacją kobiet. Złamali zasady współpracy, bowiem od początku wspólnie – na kilku spotkaniach i na grupie dyskusyjnej – ustaliliśmy warunki POZAPARTYJNEGO kształtu tegorocznego Marszu. Las identycznych, krwistoczerwonych sztandarów MS - PPSu zdominował wizualnie Marsz, zawłaszczył symboliczny przekaz manifestacji kobiecej na rzecz partyjnego pochodu socjalistów. O chęci udziału PPSu w Manifie Młodzi Socjaliści nigdy nie wspomnieli organizatorkom z TAK, zataili informację o połączeniu sił Stowarzyszenia, czyli oddolnego ruchu, z partią polityczną.
Tymczasem rozróżnienie pomiędzy ruchem obywatelskim a partią polityczną ma kluczowe znaczenie.
Mi bliskie są idee PPSu, walczę – często wspólnie z Młodymi Socjalistami - z kapitalistycznym wyzyskiem, żądam systemowych zmian i powszechnej edukacji. Upominam się o partycypację obywatelską i kontrolę społeczną, narażając się na zarzuty prokuratorskie i dwa procesy sądowe. Jednak zawsze podkreślam pozapartyjny charakter mojego zaangażowania, wynikający z braku zaufania do partii w Polsce. Wierzę w oddolną, żmudną pracę u podstaw, a nie okazjonalne wystawianie sztandarów partyjnych i przechwytywanie zainteresowania mediów problemami kobiet do promocji partyjnych liderów.
Szkoda, ze gdańscy Młodzi Socjaliści wybrali drogę na skróty, odwracając się od środowisk ze społeczną (lewicową) wrażliwością. Może to i służy jednorazowej kampanii przedwyborczej, nie zachęca jednak do długofalowej współpracy na wrzeszczańskim podwórku.
Lidia Makowska